8/01/2013

Berlin Atonal 2013 - niedziela

Gdy w Berlinie spodziewano się, że pobity zostanie kilkudziesięcioletni rekord temperatury (38,1 C), chłodne wnętrze elektrowni przy Köpenicker Straße było idealnym miejscem na spędzenie niedzieli.
Do szczęścia wystarczyłby mi już brak słońca i wygodne krzesło, a tu jeszcze Lower Order Ethics puszczała mroczne dźwięki (np. "Frankie Teardrop" prawie w całości). To było bardzo przydatne, żeby dojść do siebie i odnaleźć się w przestrzeni. Która robiła wrażenie, zwłaszcza przez swój ogrom: jeden poziom to wielka przestrzeń zakończona sceną, a niżej jeszcze dwa, z czego jeden dostępny tylko do oglądania; dodatkowo fajnie oświetlona.
Rashad Becker mówił bardzo ciekawe rzeczy w artykule w Wire, dlatego miałem spore oczekiwania przed jego występem. Nie będę trzymał was w niepewności – nie zawiódł. Muzyka z gatunku wyjątkowych, kilka dźwięków a’la Evol (ale nie tak wyśrubowanych), trochę jakby Pure (jednak nie skumulowane masy, a grupy drobnych motywów), ze względu na mnogość detali do głowy przyszedł mi też O.S.T., brzmieniowo nie bardzo daleko do Waisvisza (ale tutaj wszystko na poważnie). Gdzieś jakby przetworzone fragmenty wokali, wyginane, podobnie jak i inne dźwięki, dużo spirali i zakrętów, czasem loopy, ale albo zmieniane albo dwa nakładane nierówno na siebie. Gdzieś mignął powidok muzyki azjatyckiej, ale to może bardziej efekt sugestii tym, co autor mówił w Wire. Zbędne wizualizacje, które wydały mi się wręcz obrazą dla tego co Becker tworzył.
Positive Center - przyzwoite techno, darkambientowo pod koniec.
Na pierwszy rzut wydawałoby się, że Grischa Lichtenberger grał z naciskiem na perkusyjną/bitową warstwę, ale przy dłuższym obcowaniu i lepszym wsłuchaniu, zaczęło się okazywać, że jest to muzyka zróżnicowana, wielowarstwowa. Silne uderzenie nie było jej jedynym celem, wzbogacały je plamy, rozszerzające tła albo punktowe dźwięki niczym z sonaru. Do tego ładne światła.
Kwestię równoważenia elementów mógłby zechcieć przemyśleć Zan Lyons, który zaczął dość ładnie, nawet słodko dzwoneczkując, czasem sięgał po skrzypce, które następnie zapętlał. A potem zaczął napieprzać bitami, naprawdę mocno. A potem znów smutny pasaż i ogólnie tego chyba było więcej. Nic złego, a też gdyby były tylko smutacko-ładnie, to mogłoby być trudne do strawienia, jednak takie łączenie nie do końca zadziałało.
Zmianę klimatu zapewnił Russell Haswell, który zaczął od zabaw tonami prostymi i złożonymi, spoko, ale wyglądało to na bardziej na wprawki, niż na jakieś konkretniejsze coś. Bo to coś miało dopiero nadejść, druga część zaczęła się też jak ćwiczenie, tym razem z rozkładania bitów na czynniki pierwsze. Techno majaczyło na horyzoncie, ale długo nie nadchodziło, Haswell dał sobie czas na rozpędzenie się, a gdy już do tego doszło, było powalająco, agresywnie, z wieloma wykręconymi dźwiękami upchniętymi między bity (które nigdy do końca nie stały się standardowe). Z tego niestety postanowił przejść w noise, mogłoby to się udać, ale tutaj niestety pokonała go akustyka sali. Tak jak fajnie było słuchać tych cząstek bitów odbijających się od przeciwległej do sceny ściany, tak nieprzyjemnie było taplać się w bezforemnej głośnej breji.
Ancient Methods (teraz już solo) – bardzo przyzwoite techno, mógłby pokombinować z przejściami między utworami, jeden utwór bardzo Regisowy (może po prostu wynik współpracy z nim?), najlepszy pod koniec, zaskakujący ze zmutowanym ardkorowym motywem.
Tak czekałem na Samuela Kerridge’a, a gdy zaczynał czułem się już nieco zmęczony (była to szósta godzina słuchania muzyki). Z jednej strony, wtedy (i teraz też) wydaje mi się, że było super, więc o co mi chodzi, ale z drugiej nie mogłem wykrzesać z siebie takiego entuzjazmu, jak bym chciał, na jaki ta muzyka by zasługiwała.
Podobnie niestety z Violetshaped, którzy utrudnili sprawę dodatkowo, bo ich muzyka to w pełni wypełnione pasmo, walec prący nieustannie do przodu, który miażdży słuchacza. Kerridge zostawia trochę miejsca, otwiera przestrzeń także mniej oczywistymi rytmicznie (albo wcale nierytmicznymi) fragmentami.
Te występy zamknęły część kuratorowaną przez Contort, czyli cykl imprez (upraszczając) organizowany od 2012 przez Kerridge’a i jego żonę. Reszta wieczoru została poświęcona artystom związanym z Blackest Ever Black.
Na szczęście jakoś powróciły mi siły przed Raime, a też ich muzyka była pewną odmianą, bo sporej dawce dość podobnych (uogólniając) propozycji. Był jeden nowy utwór, z samplem wokalnym, a jeden z albumu brzmiał jakby inaczej (inne sample perkusji?). Odbiór zakłócały nieco deptane i kopane kubki, których dużo się walało po ziemi.
Cut Hands słuchałem z dołu, Vatican Shadow już prawie w ogóle, bo trzeba było odpocząć przed "aftershow" w pobliskim Shifted. Tu Powell, który grał pomysłowo, nie wszystko miksując w bit, tylko np. zostawiając intra utworów, a już zupełnie zaskoczył „Anit War Dub” Digital Mystikz. Potem Joe Andrews z Raime, na początku twarde oldskulowe techno, potem jungle, fajnie było patrzeć na to, jaką ma radochę z grania, a ludzie dobrze reagowali, aż nawet jakiś rewind się zdarzył. Następne Will Banhkead (The Trilogy Tapes), który najpierw trochę uspokoił parkiet, ale w końcu i tak przywalił. W zasadzie akuratnie, bo utorował drogę DJ-owi Richardowi, który początek swojego setu ustawił tak, że jego "Leech2" wydawał się tego wstępu naturalną konsekwencją. Było ciężko, brudno, ale zarazem tak energetyzująco, że o piątej rano zmęczenie uleciało i pląsałem radośnie.

6/11/2013

zapraszam: Brutaż / piątek / Poznań



- co to Brutaż?

zaczęliśmy w warszawskiej Eufemii od hałasowania z poważnymi minami, potem tak jakby przyśpieszyło tempo, ktoś zaczął tańczyć, no i teraz jest dosyć tłumnie.

ta impreza jest różnorodna, ambitna, tania, pozbawiona ambicji, dostarcza wzruszeń. w sumie to jest czym tylko chcesz.

musi być głośno, poza tym nie ma żadnych ograniczeń gatunkowych. przyjdź wcześniej, by posłuchać w skupieniu, przyjdź później, jeśli chcesz potańczyć.


Mi$ Gogo
berlin-baltimore

✓ Mal d'aurore (polska moda robi loda)
normalnie prosto z wybiegu

WW Duo
Hubert Wińczyk / Radek Włodarski

DJ 2 Lewe Ręce
densinghour

RRRKRTA
RRRKRTA-YTRYQLLE-LEKEFLF-NRYLTRRRRIELAHSL-NLTERHIKIWFQN-RRMK-WKKEN
brutaż

Pussykrew(VJ)

*Radical Obedience Is the Key to the Good Life*

6/08/2013

zapraszam: koncert / niedziela / Poznań



Projekt LAB (Grochowe Łąki 5), 20:00, 10zł

Lorenzo Senni (editions mego / presto!? // mediolan)
http://soundcloud.com/sennilorenzo

Souvenir de Tanger (arab summer of love // warszawa)
http://soundcloud.com/souvenirdetanger

Zapała&Fonoleptic (a/v performance // poznań)
http://vimeo.com/channels/fonoleptic/59416511

DJ 2 Lewe Ręce (densinghour // poznań)
http://www.mixcloud.com/dj2lewerece/

Lutto Lento (sangoplasmo // wrocław)
http://www.mixcloud.com/niesluchasztechno/podcast-2-lutto-lento/

wizualizacje: Wiktor Milczarek (/http://iamfgmf.tumblr.com/)

6/02/2013

zapraszam: koncert / piątek / Poznań



Zapraszam na koncert Wilhelma Brasa w najbliższy piątek.

Tego wieczora będzie miał też miejsce pierwszy koncert tria: Paweł Doskocz (gitara elektryczna), Adam Gołębiewski (perkusja), Piotr Tkacz (gramofon, winyle, przedmioty).

Oprócz tego na koniec poimprowizuję trochę z Brasem.

5/15/2013

Dla nowego Fragile napisałem o The Sonic Catering Band.

Dla Muzykoteki Szkolnej o Buniu.

Mike Vallera, znany także jako COIN zrobił podcast dla Densinghour, a ja przy tej okazji zrobiłem z nim wywiad.

Chciałbym też zakomunikować o ciekawych wydarzeniach, które niedługo będą miały miejsce w Poznaniu:

23 maja, w czwartek, odbędzie się kolejny Warsztat dźwięków w Głośnej, z udziałem Konrada Chyla, Tomka Misiaka, Demonszy i moim.

w piątek 31 maja na Rozbracie wystąpi Posoka, Monada (nowy projekt Huberta Wińczyka) oraz Svartvit (kto złapał go w 2011 w Mięsnej albo Galerii ON, ten wie, że warto go zobaczyć na żywo). Potem o zagospodarowanie parkietu zadbają Bucz i DJ 2 Lewe Ręce.

7 czerwca, również piątek, Wilhelm Bras w Trochę Kultury, przed nim trio Adam Gołębiewski/Paweł Doskocz/Piotr Tkacz, a po improwizacja Brasa i moja.

w niedzielę 9 czerwca Densinghour i Sangoplasmo zapraszają do Projekt LAB na wieczór przeżyć audiowizualnych: Souvenir de Tanger, Zapała & Fonoleptic, Lorenzo Senni. Wizualizować będzie Wiktor Milczarek, do tańca przygrywać zaś Lutto Lento i DJ 2 Lewe Ręce.

14 czerwca, toż to czas najwyższy, z dawna oczekiwany Brutaż w Poznaniu, ponownie Projekt LAB. Za to, żeby było najlepiej odpowiadać będą: WW Duo, DJ 2 Lewe Ręce (abstrakcyjnie winylowy set), Mi$ Gogo, RRRKRTA, Maldoror. Piękne obrazki wytwarzać będą Pussykrew.

4/24/2013

posłuchajcie, oto bajka

Istniała kiedyś taka strona emd.pl/wiki, która była poświęcona tej takiej dziwnej muzyce, co to ją lubimy i funkcjonowała na zasadach wikipedii. Jednak po jakimś czasie wytraciła impet i Artur Nowak, jej założyciel, stwierdził (upraszczając, skracając), że nie ma potrzeby jej dłużej trzymać na serwerze, a autorzy mogą kopiować i przenosić swoje teksty. Ja tak zrobiłem np. ze swoimi wywiadami z Tetuzim Akiyamą i triem Pateras/Baxter/Brown, które teraz można znaleźć na tym blogu. Było tam jeszcze sporo moich recenzji, relacji, które mam zarchiwizowane i z którymi może coś kiedyś zrobię. Była też bardzo fajna strona o Richardzie Youngsie, którą zrobiłem razem z Wojtkiem Mszycą Jr. Jednak największym "przedsięwzięciem" był biogram Corneliusa Cardew, który napisałem na podstawie książki Johna Tilbury. Wydawało mi się, że może on zainteresować kilka osób, więc gdy EMD-owe wiki zniknęło ostatecznie, odkurzyłem nieco ten tekst i stworzyłem hasło w polskiej wikipedii.
Po kilku chwilach - niespodzianka, hasło zostało usunięte, bo naruszało prawa autorskie. Po kilku godzinach dowiedziałem się w czym rzecz, odsyłam do tej strony. Nie mam nic przeciwko byciu spiratowanym, choć twórcy bloga nie zastosowali się do zaleceń, jakie towarzyszyły każdej stronie na EMD. Ale mi osobiście to nie robi, byle tylko zaznaczyć, że to ja byłem autorem tego tekstu (który oczywiście powstał całkowicie na bazie książki Tilbury'ego, więc nie oczekuję żadnych laurów). Napisałem więc do autorów bloga, a oni byli tak mili, że odpisali, podpisali mnie jako autora tekstu, którego użyli na blogu i zabrali głos w dyskusji wikipediowej. Jednak historia nie ma finału, ani morału, bo wikipedysta PawełMM ma lepsze rzeczy do roboty, niż odpowiadanie mi lub autorom bloga.

4/04/2013

Na początek chciałbym polecić film, który obecnie w polskich kinach można zobaczyć pod tytułem Sąsiedzkie dźwięki. Siedziałem na seansie i myślałem, że jego reżyser to musi być jakiś inteligentny i fajny człowiek i że chciałbym zrobić z nim wywiad. Po kilku kliknięciach okazało się, że miałem rację, ale już kilka osób sobie z nim porozmawiało, więc ja nie muszę. Korzystając z tego złożyłem z tych wypowiedzi i kadrów takie coś.
Jeden z wywiadowców miał ten sam pomysł, co ja, że ten film mógłby być (mini)serialem, bardzo chciałbym dłużej pozostać w tym świecie. Z kolei w innym artykule reżyser przywołuje komentarze brazylijskich widzów z twittera - "It's so good that it feels like an Argentine film." (w Brazylii nie mają zbyt dobrego zdania o krajowych produkcjach), co przypomniało mi o Medianeras, które Max Cegielski starał się komentarzem wznieść o kilka poziomów wyżej nad średniactwo, gdzie ten obraz przynależy. Tam cała ta miejska otoczka i ten aspekt życia w mieście wydały mi się zaledwie pretekstowe, czymś na zasadzie ozdobnika. Co innego tutaj, gdzie już sama konstrukcja filmu uświadamia splątanie akcji i reakcji, ale przy tym nie staje się jakimś freskiem, nie robi tego kosztem postaci, których losy wciągają. Z tego między innymi względu przypomniał mi się też Aquele Querido Mês de Agosto Miguela Gomesa (tego od Tabu).
W zasadzie jedyne co mi trochę przeszkadzało to wrażenie, że aż nieco za dużo jest pomysłów w tym filmie, ale to tylko jakieś drobnostki (kometa czy spadająca gwiazda, montaż długim przenikaniem).

Do posłuchania: Jacek Plewicki prezentuje dobrą polską muzykę na zaproszenie Easterndaze. Dużo niewydanych utworów, dużo różnorodności. Debiutancki album Violetshaped do posłuchania.

Poznaniacy może będą zainteresowani tym festiwalem. A wcześniej tym, że w sobotę w Zamku Rapoon, a na Rozbracie m.in. John Hegre.

Chyba jeszcze na blogu nie wspominałem, że piszę dla Muzykoteki Szkolnej. Ostatnio o Kurzmannie, wcześniej np. o Kurku, Mazzollu, Ludziach.