Tradycyjnie już, kilka rzeczy niezbyt związanych ze sobą zostaje wrzucone do jednego posta.
Moja recenzja albumu Face Off Jérôme'a Noetinger i Willa Guthrie'go jest tutaj (trzeba przewinąć w dół).
Moja zapowiedź splitu Anny Zaradny i Burkharda Stangla tutaj. Kolejny raz mogę czerpać przyjemność z czytania swojego tekstu przetłumaczonego na angielski i znów wydaje mi się, że zyskuje on przez to.
Oczywiście zachęcam do zakupu tego wydawnictwa. A przy okazji chciałem zwrócić waszą uwagę na inne niedawne premiery, które są warte zainteresowania nie tylko ze względu na muzykę, ale i sposób wydania oraz towarzyszące książeczki. Bôłt trzyma poziom kolejnymi albumami z archiwaliami Studia Eksperymentalnego PR. Requiem ponownie zaskakuje wymyślnymi wydawnictwami z Archive Series: Np.WAT, Marchlevski, 27-29 i Kafel. Nie mam czasu popstrykać im ładnych fotek, żeby je tutaj zaprezentować, ale uwierzcie mi, że już samo trzymanie ich w rękach dostarcza sporo radości. Lekko parafrazując Eldo: "kupujcie polskie płyty".
Z innej beczki: zapraszam przed radioodbiorniki, tym razem nie na na Audiosferę (choć to też), ale na dwie audycje w lublińskich stacjach dotyczące Johna Cage'a. Pojawię się w nich z Hubertem Wińczykiem i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w którejś z nich wykonamy również utwory Cage'a. Rozpiska tutaj.
Na zakończenie jeszcze jeden link, bo chyba nie wspominałem tutaj o moim nowym projekcie: Stupor.
2/13/2012
różności
1/22/2012
spieszmy się słuchać płyt, tak szybko wychodzą (22.01.2012)
Ponieważ 2012 jeszcze tak młody, to złamię swoją zasadę pisania tutaj o płytach z bieżącego roku i zajmę się kilkoma z 2011, które dopiero niedawno do mnie dotarły.
Anett Németh A Pauper’s Guide to John Cage
Dwie kompozycje (27 i 17 miniut), gdzie pojawiają się klarnet, fortepian, odgłosy przedmiotów (również subtelnie przetworzone) i nagrania terenowe.
W wywiadzie na stronie wydawcy autorka opisuje swoje zamierzenia zarazem trafnie podsumowując to, co stanowi o sile jej muzyki:
the skill is to touch or illuminate something particular or beautiful that dwells unnoticed in the folds of the everyday. So, for instance, if you simply play back a field recording made on a city street it quickly becomes boring, but for me composing is partly about struggling with that sort of mundane material, moulding it, adding to it, working it to make suggestions and intimations of other things, but without losing the grounding in the everyday sonic world.Pierwszy raz miałem okazję posłuchać tej płyty późno w nocy i te okoliczności tak dobrze pasowały do muzyki, że na razie nie zamierzam jej sprawdzać w innej sytuacji. Świetnie słucha się tego względnie cicho przez głośniki, kiedy nagrania terenowe mogą symulować otoczenie, jak i przez słuchawki, gdzie wszystkie detale mamy jak na dłoni. Németh ma ucho zarówno do szczegółów, jak i do całościowej struktury. Osią jest w zasadzie fortepian, ale obecny tak nienachalnie, że nie dominuje innych, nawet mniej znaczących, elementów. Lubię taką muzykę, która się nie narzuca, ale jeśli chce się w nią wejść, to w głębi jest wiele do znalezienia.
Ryu Hankil / Choi Joonyong / Hong Chulki Inferior Sounds
Z grubsza biorąc, u improwizujących Koreańczyków nic nowego. To nadal ten sam mikrokosmos szmerów, zgrzytów i pisków. Plus trochę ciszy dla równowagi. Hong Chulki używa gramofonu, Choi Joonyong odtwarzacza cd, Ryu Hankil werbla i maszyny do pisania. Przy okazji polecam ten album tego ostatniego, a odradzam przydługi duet z Jasonem Kahnem, oba wydawnictwa zresztą jeszcze bez grania na maszynie.
Ci którzy znają już ich działalność, Inferior Sounds raczej się nie rozczarują. A ci którzy nie widzieli jeszcze płyt z Balloon&Needle, będą mieli okazję się uśmiechnąć na zmyślne opakowanie. To zresztą nie pierwszy raz w tym wydawnictwie, fajnie, że komuś chce się tak kombinować.
Quadrat:sch + Zeena Parkins / Herbert Pirker Stubenmusic
Przyjemna rewitalizacja muzyki folkowej nakładem col legno. Quadrat:sch to kwartet złożony z cytry akordowej (Christof Dienz), kontrabasu (Alexandra Dienz), dulcimera (Barbara Romen) i kontrgitary (Gunter Schneider). Ten ostatni instrument może być wskazówką, jaki region zainteresował muzyków, bowiem ta gitara jest spotykana w muzyce austriackiej i alpejskiej. Na pierwszej płycie zespół płynie sobie przyjemnie i bez zaskoczeń, na szczęście nie jest tak milusio jak u Schrammlów. Jakiś idący z duchem czasu i aspirujący do bycia trendy Heurigen mógłby spożytkować takie granie.
Na drugim krążku kwartetowi towarzyszy Parkins na jakiejś endemicznej harfie i Pirker, perkusista, który współpracował m.in. z Louisem Sclavis, Maxem Naglem czy Wolfgangiem Mittererem. Harfę trudno wyłowić spośród dwóch pozostałych instrumentów strunowych, ale wkład perkusyjny słychać i dobrze robi on całości, kierując ją w nie tak ściśle zorganizowane rejony. Choć nadal obywa się bez szaleństw, które może by i nie zaszkodziły tej muzyce.
Ural Umbo Delusion of Hope
Drugi album duetu Reto Mädera (znanego jako RM74, którego wspólną płytę z Ralfem Wehowsky'm Pirouetten bardzo polecam) i Stevena Hessa (znanego pewnie najbardziej z udzielania się w Pan American, ale warto też sprawdzić jego trio Haptic).
Zaczyna się obiecująco, 9-minutowym (najdłuższym w zestawie) mrocznym, ciężkim, stopniowo gęstniejącym utworem. Następny niestety niszczy tak umiejętnie zbudowany klimat dość topornym (rytmicznie) waleniem w perkusję. Rytm pojawi się jeszcze dwa razy: najpierw grubiańsko-marszowo a potem wprowadzany nieudanie (i bezcelowo) w najlżejszy (niemal pastelowy) fragment albumu. Zapewne nie jestem idealnym odbiorcą tej produkcji, bo ani nie znam poprzednich dokonań duetu, ani nie mam doświadczenia w (black / doom) metalu, którym panowie się inspirują. Jednak mimo zastrzeżeń do ociężałości perkusji, to Ural Umbo zainteresowali mnie na tyle, że przy okazji zagłębię się w ich dorobek.
1/17/2012
koncerty 2012
11.02 - Troum - CK Zamek
09.02 - Żółte Kalendarze, UL/KR - Kisielice
05.02 - JD Zazie, Trophies - Naherolung Sternchen, Berlin
31.01 - 05.02 - CTM.12 - Berlin
29.01 - Mirt, Kentin Jivek (+ Mirt) - Fabrika
21.01 - Porcje Rosołowe (dwa razy solo), Phtalo Manatee - Głośna
20.01 - Czerwie do Nosferatu - Kino Muza
14.01 - Hush Hush, dDamage, Kid 606, DJ Donna Summer - Marie Antoinette, Berlin
13.01 - Paul Hubweber / Clayton Thomas, Stupor - -able, Berlin
07.01 - kakofoNIKT, Robert Piotrowicz - CK Zamek
1/02/2012
najciekawsze filmy widziane w 2011
Najbardziej:
Loong Boonmee raleuk chat (2010) Apichatpong Weerasethakul
Ladoni (1994) Artur Aristakisyan
Alice in den Städten (1974) Wim Wenders
Le Quatro Volte (2010) Michelangelo Frammartino
Hadewijch (2009) Bruno Dumont
seria Szczepan i Irenka Janek Koza
Disorder (2009) Huang Weikai
La Chinoise (1967) Jean-Luc Godard
Sala samobójców (2011) Jan Komasa
Attenberg (2011) Athina Rachel Tsangari
Schastye moe (2010) Sergiej Łoźnica
La vérité (1960) Henri-Georges Clouzot
Copie conforme (2010) Abbas Kiarostami
Le bande des quatres (1988) Jacques Rivette
Jodaeiye Nader az Simin (2011) Asghar Farhadi
+ filmy Honga Sang-soo jako całość
Poza tym:
Black Swan (2010) Darren Aronofsky
La Collectionneuse (1967) Eric Rohmer
Life During Wartime (2009) Todd Solondz
The Girlfriend Experience (2009) Steven Soderbergh
One Way Street On A Turntable (2006) Anson Mak
Der starke Ferdinand (1976) Alexander Kluge
Notre musique (2004) Jean-Luc Godard
Zemestan (2006) Rafi Pitts
Profondo rosso (1975) Dario Argento
Eu cand vreau sa fluier, fluier (2010) Florin Serban
Cul-de-Sac (1966) Roman Polański
Tuan Yuan (2010) Wang Quan’an
Año bisiesto (2010) Michael Rowe
Aita (2010) José María de Orbe
Die bitteren Tränen der Petra von Kant (1972) Rainer Werner Fassbinder
Katastrofa (2010) Artur Żmijewski
The Shining (1980) Stanley Kubrick
Les invisibles (2005) Thierry Jousse
Gemide (1998) Serdar Akar
Adieu Philippine (1962) Jacques Rozier
Kino Caravan (2009) Titus Muntean
Nunta in Basarabia (2009) Nap Toader
Aurora (2010) Cristi Puiu
Marți, după Crăciun (2010) Radu Muntean
Very Nice, Very Nice (1961), Free Fall (1964) Arthur Lipsett
Ptak (1968), Syn (1970), Ryszarda Czekały
Despair (1978) Rainer Werner Fassbinder
Über uns das All (2011) Jan Schomburg
Four Lions (2010) Christopher Morris
Bakha satang (1999) Lee Chang-dong
Je t’aime, je t’aime (1968) Alain Resnais
Jisatsu sâkuru (2001) Sion Sono
Passugun (2010) Sung-Hyun Yoon
Du côté d'Orouët (1973) Jacques Rozier
Noriko no shokutaku (2005) Sion Sono
Céline et Julie vont en bateau (1974) Jacques Rivette
Le pont du nord (1981) Jacques Rivette
Deep End (1970) Jerzy Skolimowski
Sailor (2011) Norman Leto
Wymyk (2011) Greg Zglinski
Sauve qui peut (la vie) (1980) Jean-Luc Godard
We need to talk about Kevin (2011) Lynne Rammsay
Je, tu, il, elle (1976) Chantal Akerman
Well done (1994) Thomas Imbach
Le bonheur (1965) Agnes Varda
Drive (2011) Nicolas Winding Refn
A także:
Zhui qi ji (1961) Kim Chun
Jutro premiera (1962) Janusz Morgenstern
Sea Swallow’d (2010) Andrew Kötting
2 Place du Colonel Fabien 75019 Paris (2009) Matthew Verdon
Sous mon lit (2004) Jihane Chouaib
Ai no mukidashi (2008) Sion Sono
Finisterrae (2010) Sergio Caballero
Abendland (2010) Nikolaus Geyrhalter
3 Women (1977) Robert Altman
Trouble every day (2001) Claire Denis
Al nihaya (2011) Hisham Lasri
Öszi almanach (1985) Bela Tarr
Im Schatten (2010) Thomas Arslan
Bloody kids (1979) Stephen Frears
Tak, wiem, bardzo długa lista. Ale to dlatego, że w 2011 widziałem dużo filmów, prawdopodobnie przez większość roku więcej oglądałem niż słuchałem. Nie zamierzam opisywać wszystkich filmów z osobna (ale ponownie: gdyby ktoś chciał zapytać, o któryś konkretnie, niech korzysta z miejsca w komentarzach), bardziej wyczuć jakieś nurty czy tendencje (przede wszystkim w moim odbiorze i sympatiach).
Lista dług, ale starałem się, żeby pierwsza sekcja była naprawdę wyśrubowana. Upraszczając: te filmy w skali ocen do dziesięciu dostałyby maksymalną notę albo mocną dziewiątkę. Albo jeszcze inaczej: mam je już teraz ochotę obejrzeć jeszcze raz (a kilka z nich już nawet widziałem ponownie).
Druga część jest opasła, spowodował to fakt trudnego rozgraniczenia między nią a "najwyższą półką". Umownie linię demarkacyjną może stanowić film Aronofsky'ego, oczywiście - świetny, ale gdybym go umieścił wyżej, to zaraz za nim poszłyby kolejne. Bo w czym mu ustępują dzieła (dajmy na to) Rowe'a, Roziera (oba!), Morrisa, Resnaisa, Zglinskiego...
Lubię posługiwać się takim hasłem "odkrycia" (bo wtedy zostaję odkrywcą, ha ha ha) i w tym roku miałem kilka takich objawień, spotkań z nowymi (dla mnie) reżyserami. Żeby zacząć od tych, których widziałem więcej niż jeden film: Jacques Rivette - bardzo odświeżające, fantazyjne, ukazujące kino jako źródło radości, jednocześnie jakoś korespondujące z Rohmerem (dla mnie, rzecz jasna, zaleta), głównie przez wybór bohaterów. Kolejni: Sion Sono i Hong Sang-soo, do wejścia w ich światy skłoniło mnie zaprezentowanie ich filmów na Pięciu Smakach (o czym pisałem tutaj).
Nadal pamiętam ten szok, jaki wywołało we mnie oglądanie Ladoni (o czym wspominałem tutaj), innymi przykładami osobnej, jakby samowystarczalnej, wizji są filmy Frammartino i Tsangari.
Wyjątkowy jest także Apichatpong, ale on kwalifikuje się do kategorii "zagłębianie się w dorobek" i tutaj z przyjemnością odnotowuję mistrzostwo, jakie osiągnął najnowszym dziełem. Kontynuuję też przygodę z kinem Godarda, którego chyba naprawdę doceniłem dopiero po Film socialisme i jestem pełen podziwu. Ciągle na wznoszącej też Farhadi, który zachwycił niemniej niż inny Irańczyk, w którego trochę zwątpiłem, czyli Kiarostami.
Łoźnica i Huang to dwaj twórcy, którzy poruszają się między dokumentem, fabułą a *eksperymentem*. Tak, Łoźnica zrobił film fabularny, ale jego doświadczenie jako dokumentalisty jest w nim widoczne. Miejska antysymfonia Hunaga zdaje się być zakomponowana metodą "pysznego trupa". Inni reżyserzy, których pozwoliłbym sobie wrzucić do tego worka to Anson Mak, José María de Orbe, Nikolaus Geyrhalter i Thomas Imbach. No i przy okazji dokumentów, film Żmijewskiego, który było mimo wszystko ważnym wydarzeniem.
Już się z tym pogodziłem i widać to na powyższej liście, mianowicie: jestem frankofilem. Nie zamierzam jednak podpinać pod to swojego zachwytu kinem rumuńskim, które nadal trzyma wysoki poziom regularnie proponując filmy z cyklu "jakbym chciał, żeby ktoś tak opowiadał o Polsce" (na szczęście ktoś już powoli zaczyna). Żaden z nich nie znalazł się w pierwszej sekcji tylko dlatego, że nie mogłem się zdecydować na jeden. Ale każdy (Eu cand vreau sa fluier, fluier, Kino Caravan, Nunta in Basarabia, Aurora, Marți, după Crăciun) jest więcej niż wart uwagi.
Mój inny regularny kierunek wycieczek filmowych, czyli Daleki Wschód niej jest aż tak silnie reprezentowany. Może robię się grymaśny. Ale to co dostało się na listę jest naprawdę dobre. Oprócz w/w jeszcze: Passugun, Bakha satang, Tuan Yuan. I ciekawostka: Zhui qi ji - pyszna, stylowa komedyjka.
Chyba już wystarczy, choć można by jeszcze długo, ale jeśli ktoś/coś, to zapraszam do komentarzy.
1/01/2012
najciekawsze płyty 2011
Najbardziej:
Demdike Stare Tryptych
Egyptrixx Bible Eyes
Ballady i Romanse Zapomnij
Anne-James Chaton Evénements 09
MIMEO Wigry
Sigha I Am Apathy, I Am Submission, The Politics of Dying
Tommy Four Seven Primate
Kreng Grimoire
LOL Me Me
Piętnastka Dalia
Anstam Dispel Dances
Mark Fell Periodic orbits of a dynamic system related to a knot
Taku Unami / Takahiro Kawaguchi Teatro Assente
Ayshay WARN-U
Fatima Al Qadiri Genre-Specific Xperience
Zomby Dedication
Poza tym:
Anne-James Chaton / Andy Moor - Transfer/1: Departures, Transfer/2: Princess in a Car
Ekoplekz Fountain Square EP, Memowrekz
Kevin Drumm / Jérôme Noetinger / Robert Piotrowicz Wrestling
Mark Fell Manitutshu
Instra:mental Resolution 653
Boddika You Tell Me / Breezin, Electron / Underground
Nicolas Jaar Space Is Only Noise
Orphan101 Propa / Disemble, Into You EP, Junker EP, Under the Radar EP
Call Back The Giants The Rising
Nettle El Resplandor: The Shining in Dubai
Sculpture Toad Blinker
Werner Dafeldecker / Axel Dörner / Sven-Åke Johansson Des Kreis des Gegenstandes
Byetone Symeta
The Necks Mindset
Das Racist Relax
Eliane Radigue Transamorem - Transmortem
Kevin Parks / Alice Hui-Sheng Chang Confessions of a Middle School Guidance Counselor
A także:
Lionel Marchetti Une Saison
Akita / Gustafsson / O'Rourke One Bird Two Bird
Ferran Fages Pèl Nord
Wojtek Bąkowski Nieautoryzowana biografia Ziemniaka Ziemka
A Quaint Freud The Daily Lee Roy Reuben
Dalglish Benacah Drann Deachd
Richard Youngs I Dream Of Mezzanine / Cloudplanes
Cut Hands Afro Noise I
Idea Fire Company Music From The Impossible Salon
997 Pieśni masowe na zespół świetlicowy
Düsseldorf 1989-1993
Zbigniew Karkowski & Julien Ottavi Argosh
The Ames Room Bird Dies
Bee Mask Elegy for beach friday
Valerio Tricoli / Thomas Ankersmit Forma II
Piotr Kurek Heat
Palm Wine, DJ/rupture / Maga Bo Dreamachine / Beyond Digital Mix
Frédéric Blondy / DJ Lenar play Mauricio Kagel "Ludwig van"
Shabazz Palaces Black Up
Andy Stott Passed Me By
Toshimaru Nakamura / John Butcher Dusted machinery
Alessandro Bosetti Coaxial
Jérôme Noetinger / Will Guthrie Face Off
Kassem Mosse Enoha EP
Dla przypomnienia: płyty w każdej z trzech sekcji są w kolejności, w jakiej je usłyszałem, nie żadne pierwsze, drugie, trzecie miejsce czy coś w tym stylu.
Będę pisał podsumowanie na stronę Glissanda, w którym listę uzupełni komentarz, kiedy się ukaże, to podlinkuję tutaj.
12/31/2011
najciekawsze płyty z poprzednich lat
Płyty w poszczególnych sekcjach są ułożone w kolejności, w jakiej je usłyszałem.
Najbardziej:
Luc Ferrari Éphémère I & II (2010)
Harappian Nights Recordings Non Euclidean Elucidation of Shamanic Ecstasies (2009)
Zeitkratzer Plays PRES (2010)
Cornelius Cardew The Great Learning (2010)
Hans Werner Henze (wyk. David Tanenbaum) Royal Winter Music (1985)
Wolfram Mind Locations (2001)
MUTWAWA Necro Zulu (2010)
Uncle Woody Sullender Nothing is Certain but Death (2004)
Call Back The Giants s/t (2010)
Morton Feldman Neither
Michael Pisaro / Taku Sugimoto 2 Seconds, B Minor, Wave (2010)
Mark Fell Multistability (2010)
Jimmy Giuffre 3 Emphasis, Stuttgart 1961 (1993)
Poza tym:
Reines D'Angleterre Les Comores (2010)
Federico Monti polen II Ep (2010)
d’incise lethargie & autres animaux rugueux (2010)
Piotr Kurek Inne pieśni (2010)
Boddika Boddika’s House / Syn Chron (2010)
VA The Sound Of Wonder! (2009)
Ry-om III (2008)
Moniek Darge Soundies (2009)
Pierre Henry Cortical Art III (1973)
Kevin Drumm / Tom Smith Mud Keeps Lifting Me Higher (2010)
Orphan101 Tribtek (2010)
Liquid Liquid s/t (1981)
Eric Cordier / Seijiro Murayama Nuit (2010)
Zeitkratzer Volksmusik (2008), [old school] Alvin Lucier (2010)
D-Styles Phantazmagorea (2003)
Cindytalk The crackle of my soul (2009)
Silvia Ocougne / Chico Mello Música Brasileira De(s)composta (1996)
A także:
VA Pomegranates (2009)
Sunburned Hand Of The Man Knifelife (2005)
Kingdom That Mystic EP (2010)
Mołr Drammaz Grai’n’test hits (2000)
Pinch Croydon House (2010)
Bernard Szajner Some Deaths Take Forever (1980)
VA Midnight Massiera - The B-Music of Jean-Pierre Massiera (2009)
Black Dice Lost Valley (2002)
Julien Ottavi Nervure magnetique (2003)
Owen Pallett Heartland (2010)
Nie będę tutaj opisywać wszystkich wydawnictw z listy, ale o niektórych chcę wspomnieć. Na pewno o fantastycznej płycie z dwoma wykonania kompozycji Ferrariego, szczególnie ta dłuższa jest powalająca - deklasuje wszystkich dronowo-new-age'ujących "postgitarzystów". Harappian Nights to już kolejny artysta kontynuujący, czy raczej rozwijający, pomysły i metody Muslimgauze'a. O zeitkratzerze grającym materiał ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia pisałem tutaj. Przy okazji zwracam uwagę na ich wyobrażony folk z doliny Dunaju - Volksmusik, jest transowo, perkusyjnie, mocno. Jak już o muzyce etnicznej: urocza ciekawostka autorstwa Sylvii Ocougne i Chico Mello - dekonstrukcje bossa novy (wypuszczona przez Wandelweiser!). Wyabstrahowujący etniczne (ale nie wykorzeniający) album Kurka zbudowany wokół pętli wokalnych tradycyjnych śpiewów, do których dodane zostały różne instrumenty akustyczne (do ściągnięcia). Przedziwny mariaż elementów folkowych i popularnych form z Zachodu można znaleźć na składankach Pomegranates i The Sound Of Wonder! wydanych przez Finders Keepers, którzy są jednym z moich odkryć, jeśli chodzi o wytwórnie. Coraz bardziej podziwiam też wydawnicze działania Grahama Lambkina w ramach Kye. Na powyższej liście dwa ich owoce: przekrój przez dorobek belgijskiej kompozytorki elektro-akustycznej Moniek Darge i syntezatorowa wyblakła apokalipsa Call Back The Giants.
Z obszaru kompozycji: piękne utwory Henzego na gitarę solo, inspirowane postaciami z Szekspira. Opera Feldmana, z tekstem Becketta, nie wiem, czy wolę wykonanie z
col legno czy Hat Hut, ale wiem, że dobrze mieć wybór. Michael Pisaro i Taku Sugimoto stworzyli trzy długie kompozycje, które są tyleż wymagające, co przyjemne w słuchaniu, w jakiś sposób nawet relaksujące. Nadal jest to muzyka raczej wybierająca mniej niż więcej (dźwięków), ale też (jeśli chodzi o Sugimoto), to jednak jest to już "faza pozytywna" a nie skrajnym redukcjonizm. A propos którego muszę wspomnieć o Montim, jeśli ktoś słyszał go wcześniej, to ta epka go nie zdziwi. Ja bardzo lubię w jego muzyce to, że im głośniej jej słucham, tym głębiej w nią wchodzę, słyszę więcej detali i jestem jakby pomiędzy dźwiękami. I nie ma ryzyka, że kiedyś będzie "za głośno".
Z rejonów bardziej hałaśliwych: obłąkańcze zapętlenia Drumma i Smitha, MUTWAWA, która niby noise'owa, ale też przyjemnie rytmicznie zorganizowana (do ściągnięcia), zupełne zaskoczenie ze strony Pierre'a Henry'ego, który odprawia porywającą analogową rzeź. Odświeżyłem sobie albumy Black Dice i postanowiłem odnaleźć moment, w którym przepoczwarzyli się z nijakiego noise'owego zespołu w...no właśnie, w to coś, za co lubię ich Creature Comforts i Beaches & Canyons. Wygląda na to, że tym momentem jest Lost Valley.
Album Ottaviego, tylko w połowie jest hałaśliwy, drugi utwór lokuje się bliżej takiej "zdehumanizowanej" elektroniki, jaką prezentuje np. Wolfram. d'incise też gdzieś niedaleko by się mógł znaleźć, a z Wolframem łączyłoby go zamiłowanie do sampli. W pobliżu improwizacje duetu Ry-om, zmierzające ku dronowi, ale się w nim nie pogrążające.
Co jeszcze...Palletta słyszałem chyba już w 2010, ale teraz dopiero doceniłem, bo jest jedynym znanym mi muzykiem, który choćby próbuje odnieść się do Van Dyke Parksa.
Woody Sullender udowadnia, że banjo też może być ciekawe, a jeszcze umiejętnie łączy je z elektroniką. (do ściągnięcia)
Jeśli ktoś chciałby zapytać o coś, o czym akurat nie wspomniałem, to oczywiście może w komentarzach.
12/28/2011
spieszmy się słuchać kaset, też szybko wychodzą
Kaseta wydana z inicjatywy bloga Palm Wine, gdzie też można poczytać o zawirowaniach związanych z doprowadzeniem przedsięwzięcia do szczęśliwego rozwiązania. Na stronie a nagrania występu Master Musicians of Joujouka - niesamowicie wciągająca transowa muzyka. Sposób rejestracji a'la field recording potęguje wrażenie, jakby się tam było. Na stronie b miks złożony przez dwójkę didżejów w pociągu relacji Casablanca - Tangier. Złośliwi mogliby stwierdzić, że słychać, że zrobiony "w biegu". Jednak sytuacja, w jakiej powstawał może być też przenośnią dla "muzycznej podróży", bo to jeden z takich miksów, gdzie dobór utworów jest równie ważny (jeśli nie ważniejszy), niż to, czy wszystko jest zmiksowane w tempo i idealnie się ze sobą skleja. Rozpoczyna Luzmila Carpio ze swoją osobliwie piękną piosenką (tak, brzmi lepiej niż pod tym linkiem), potem fragment soundtracku do tego filmu i dalej urywek z Arvo Pärta. Potem tempo rośnie, spójność miksu też, dominuje Ameryka Południowa. Niezaprzeczalną jego zaletą jest to, że daje możliwość poznania muzyki, do której inaczej pewnie bym nie dotarł (jak to czy to).
Gæougi Sygnok Music to Playback Lecture by!
3 godziny generalnego WTF!? od Goodiepala rozłożone na dwie kasety wypuszczone przez Alku. Autor szczegółowo instruuje na wstępie, jak należy słuchać tego wydawnictwa i jak zestawić je z wykładem, ale to niewielka pomoc w obliczu tego, co nas czeka. Przegląd muzycznej tandety, która nie wiadomo, czy jest komuś podkradziona, czy wykreowana przez Goodiepala z biblioteki sampli we Fruity Loops, czasem muzyka traktowana jako podkład do paranoidalnego karaoke albo po prostu pokrzykiwania i gadania. No i jeszcze szydzenie z mitu zespołu rockowego oraz Black Dice jako jego odnowiciela. Całościowo doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, choć z gatunku tych wprowadzających w skołowanie.
Julien Ottavi The Cremator Opera (V.01)
Ottavi podejmuje wątki ze swojego fenomenalnego Trilogie des fantomes od razu wrzucając słuchacza w sam środek wiru napędzanego przetwarzanym głosem. Jest bardzo gęsto, masa dźwięków pochłania i przytłacza. Druga strona zaczyna się spokojniej (w znaczeniu "ciszej", bo atmosfera jest nadal mroczna), od gardłowego dronu. Dopiero tutaj mamy wyraźny podział na "akty" (tak, to przecież opera - "na głos i komputer"), ostatnia część skupia się na różnych drobnych dźwiękach powstających przy okazji mówienia.
Ciekawe, czy Ottavi odnosi się do filmu Juraja Herza? Jeśli tak, to fajnie, bo to bardzo dobry film.
Mam jeden egzemplarz tej kasety na sprzedaż.
Alessandro Bosetti Coaxial
Dwie kompozycje Włocha zostały wydane (jak i Ottavi) przez Antifrost w serii Voice Tapes. Strona a zawiera utwór "Advice", który w dowcipny i prowokacyjny sposób komentuje światek muzyki improwizowanej. Beznamiętny głos (przetworzony a może w ogóle syntezator mowy?) daje rady tym, którzy chcą odnieść sukces jako improwizatorzy. Początkowo zalecenia te zdają się być poważne, mowa o czasie, śmierci, jednak gdy mowa jest o zwracaniu uwagi na lodówkę ("nie wydawaj dźwięków, których nie wydałaby twoja lodówka"), to zaczyna być zabawnie. Bosetti porusza też bliskie mu kwestie obcych języków, przekładu, ukrytego imperializmu, ujednolicenia (cytuję z pamięci: "wiele podróżuj, ale mów tylko po angielsku, zwłaszcza, gdy chcesz się wypowiedzieć na temat muzyki"). Oprócz głosu przez cały czas słychać szmery, może oddechów albo zająknięć, które pod koniec są równie głośne, co mowa i zapowiadają stronę drugą. Czyli "Coaxial" (po polsku chyba "współosiowy"), w której wcale nie zostają poruszone kwestie kabli i głośników. Słuchamy typowego niezobowiązującego dialogu (w którym rozmawia ze sobą ten sam głos, rozłożony na dwa kanały, a przez odpowiednie rozmieszczenie "do you" funkcjonuje trochę jak refren), który niespodziewanie zaczyna dotyczyć poważniejszych spraw. Inne głosy zaczynają tworzyć amatorski chór intonując różne dźwięki, pojawia się też sygnał alfabetu Morse'a.
Tej kasety nie mam w większej ilości, ale radzę udać się na stronę wydawcy i nabyć, póki coś z 50 sztuk nakładu jeszcze zostało.