11/10/2010

kalendarium

11/04/2009

Uff, zdążyłem zamknąć serię wpisów o Warszawskiej Jesieni, dobrze bo niedługo pora roku by się zmieniła. Zostawiłem je ze starymi datami, ale podlinkuję, żeby nie przepadły: o oglądaniu i o czytaniu.

Do spraw przeszłych jeszcze powrócę, ale teraz sprawy bieżące: dziś Audiosfera z różnymi wcieleniami Kevina Martina (tak, to "ten od The Bug").

Właśnie wróciłem z The Sound of Insect: Record of a Mummy. Rzecz wymaga raczej osobnej notki, ale na teraz: polecam bardzo, wizualnie i dźwiękowo wyjątkowy. Autor, Peter Liechti, nakręcił kiedyś dokument o Voice Crack, a tutaj współpracował z połową duetu - Norbertem Möslangiem, który zrobił muzykę (wraz z partnerami z Signal Quintet i Katsurą Yamauchim). (+ wysokiej jakości kadry)

No i proszę, tym sprytnym (linkowym) sposobem zaanonsowałem tutaj serwis Filmaster, w którym się zarejestrowałem, a że pisane tam teksty układają się w rodzaj bloga, to pewnie prędzej czy później rozpocznie mi się kolejny (przed tym nie można uciec...).

Jak już tak filmowo: na festiwalu Kino w pięciu smakach widziałem dwa filmy Pen-eka Ratanaruanga - Nang mai po raz pierwszy i Ruang rak noi nid mahasan po raz drugi. Oba godne polecenia, o obydwu sporo myślałem i czuję, że powinienem też coś napisać. No i bardzo pozytywne wrażenie po spotkaniu poprojekcyjnym z reżyserem w Kinie Pod Baranami. Ale na teraz proponuję (tym, którzy widzieli) przeczytanie komentarza danielahsf, mniej więcej środek tej strony. Choć nie mogę się powstrzymać od wyciągnięcia tego, bo dopiero teraz wychwyciłem nawiązanie do Miike i ten smaczek z jego rolą, heh.

Żeby cofnąć się jeszcze - Unsound, z którego zaliczyłem tylko jeden zestaw koncertowy - bassowe mutacje. Niezawodne dubstepforum opowiem wam, jak słabe było nagłośnienie (wygląda na to, że tylko mi było za głośno), a z niespodziewajek: *propsy* dla mojego brata.
Dobrze, że przyjechałem tam dla Kode 9 i Space Ape'a, bo przynajmniej się nie zawiodłem. Oczywiście 40 minut to trochę krótko, ale nie marudzę. Było coś z albumu, "Time Patrol", rozwinięty tekstowo (np. "do you wanna fuck what I fuck"), poza tym nowinki (chyba też to, co pojawiło się ok. 20 minuty w sesji dla Gillesa Petersona). Kiedyś już chyba stwierdziłem, że robią muzykę, jak nikt inny. Powtarzam, było wielowarstwowo, antyschematycznie, zaskakująco. A patent z ciągłym basem tak niskim by wibrowała podłoga - mistrzowskie. Widać, że dla Kode9 działalność teoretyczna i praktyczna się łączą i wyciągnął wnioski ze swoich dociekań nad dźwiękiem jako bronią.
Pavel Ambiont był monotonny, podczas 2562 zastanawiałem się często, czy to coś z nowej płyty czy A Made Up Sound, chwilami przyjemnie miękko, ale bez porzucania taneczności. Potem Untold, dużo charakterystycznych bębnów uk funky, "Router" Pangea'i, ciut "Anacondy". Chwilami bardzo imprezowo, aż myślałem, że nawet zbyt silnie po bandzie. Zaraz, zaraz...ja - fan Schlachthofbronx - coś takiego rozważałem podczas setu Untolda?! Ha, to zakrawa na hipokryzję. Być może Pole się rozwinął w coś lepszego, ale ta łupanka na początku nie zachęcała do sprawdzenia. Pozostaje zagadką, czy to on grał "Mega Drive Generation" Martyna, bo mógłbym przysiąc, że to nie Ikonika. Na nią nie starczyło sił, a wygląda na to, że było fajnie.

Na junkmedia została opublikowana oryginalna wersja mojego wywiadu z Philipem Jeckiem, który pierwotnie i po polsku w magazynie M|I.
A propos wywiadów z tego periodyku: w końcu ukazał się album, który Tetuzi Akiyama zapowiadał w rozmowie z października 2008 - Semi-Impressionism z Toshimaru Nakamurą, który po raz kolejny serwuje przyjemne historyjki (nie, to nie przenośnia na określenie dźwięków).

10/13/2009

wczoraj, dziś, nigdy

Nie powiem, że jak z bicza trzasł, ale to dziwne, że to już - 2 lata Audiosfery. Dziś setne wydanie, na blogu możecie wszystko przeczytać. Oprócz tego, co tam wymienione, całkiem możliwe że zmieszczą się też kolejne fragmenty Radiana i 2562 (wciąż przedpremierowo, a ja wciąż słucham i wciąż jest coraz lepiej).

Chyba już jest dostępny, a jeśli nie, to może będzie jutro, nowy numer Fragile, gdzie m.in. mój tekst o tym, jak Luc Ferrari uwodzi.

Na junkmedia.org kolejne dwa moje teksty, które sumienni czytelnicy bloga już znają w polskiej wersji, ale ja czytam je ponownie dla samej radości z cudownych tłumaczeń Macieja. Close Up, Okura 73°N - 42°E.

A propos tego ostatniego, na tekstachtrzecich jest wykład Marchettiego. Byłem mile zaskoczony, gdy okazało się, że oba "Petrole" są faktycznie powiązane, tzn jeden jest "coverem" drugiego.

Kolejne Sub:stance za nami. Nie zamierzam się wymądrzać i trochę wyczuwam, że *środowisko* boi się *teoretyzowania*, ale nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, że komuś może wystarczyć opinia typu "ogień że huj" albo "wicked party".

W oczekiwaniu na ___stepy Unsoundowe składanka na pięciolecie Hyperdub. Bardzo nierówna: świetny Kode9 ze SpaceApem, nieco bardziej pokombinowane niż wersja teledyskowa, najsłabszy King Midas Sound jakiego słyszałem, nijaki Darkstar, Samiyam i Flying Lotus, ciekawostka Black Chow (też projekt Kevina Martina). Cooly G - na szczęście inaczej niż na singlu wcześniejszym, miło ale bez zagrożenia dla cukrzyków, jest jakaś mgiełka. Fajnie ascetyczny a jednocześnie wciągający Zomby, schematyczny jak zwykle L.V., dwa może najmocniejsze punkty albumu, czym sam byłem zaskoczony: Martyn i LD - bogate aranżacje, przemyślana narracja, energia. Przyzwoity Burial, Mala i Joker z Ginzem, Ikonika trochę kopiująca siebie, niby taka elastyczna forma z tymi nagiętymi bitami/perkusyjnymi, ale to już było, a nie ma wiele więcej. Quarta 330 - bardzo przyjemny, ale znany już z koncertu.

10/03/2009

mam Cię! na oku (wokół cyklonu)



W prześlizgu między jedną stolicą a drugą, wygrzebane z czeluści starego komputera.

DJ 2 Lewe Ręce - Parkietowa Petarda

Jak się okazało, zmiksowane w Walentynki 2007, ale jeśli dobrze pamiętam bez intencji walentynkowej.

9/30/2009

jak na tym wyszłam? (zdjęcia poślubne)





[off-topic: dziś w Audiosferze fragmenty z nadchodzących albumów 2562 i Radiana, inne dobre rzeczy też]

9/28/2009

Warszawska Jesień 2009: Ujęcia z Henry'ego

Maestro...


...za sterami...



...orkiestry głośników

(po bokach)


(przód - prawa strona)


(ku środkowi i tył)


(środek)


(strona lewa)

Z przodu były też głośniki podwieszone u góry, z tyłu sali (za widownią) przynajmniej dwa (chyba więcej?) stały.