Wczoraj Kuba (na tym blogu znany jako Pan Rozpadlin) pokazał mi mp3-bloga subsidio, żebym mógł sobie ściągnąć Personę Ambarchiego, mnie jednak zainteresował umieszczony tam nowy Æthenor, który ukazał się w zeszłym miesiącu.
Twórczość tego projektu poznałem w ramach *przygotowań* do Club Transmediale 09, gdzie występowali w składzie rozszerzonym o Kristoffera Rygga (z Ulvera) i perkusistę Steve'a Noble'a. Koncert aż tak bardzo mi się nie podobał, ale oczywiście fajnie było ich zobaczyć na żywo.
Dobry pomysł mają panowie z zapraszaniem "bębniarzy", zwłaszcza że szukają pośród improwizatorów. Na najnowszym albumie Faking Gold and Murder (zresztą tak jak na poprzednim Betimes Black Cloudmasses) udzielają się Nicolas Field i Alexandre Babel (w duo znani jako Buttercup Metal Polish), ten pierwszy gra też w trio, w którym udziela się Morten J Olsen z MoHy!
Inni goście na tej płycie to David Tibet i Alexander Tucker. Nie jestem fanem tego pierwszego (no dobra, aż tyle nie słyszałem), ale jego wokale dobrze tutaj pasują, nie są tak egzaltowane, jak się obawiałem, nie starają się przykuwać uwagi, wybijać na pierwszy plan. Zresztą pojawiają się lokalnie, a oprócz tego Tibet gra na fortepianie, też oszczędnie, w drugim utworze przypominało mi to momenty z Guseł Lao Che.
Cztery części (jak zwykle - niezatytułowane) płynnie przechodzą w siebie, ale też się od siebie odróżniają. Najlepsza jest trójka, najbardziej perkusyjna (choć w jedynce też sporo dają od siebie), jak wczoraj słuchałem na słuchawkach, to te krótkie serie miotełką po bębnie tak się wierciły w ucho, wpadały w nie i krążyły. To jest najpierw w jednym kanale, a potem dopiero w drugim i na zmianę, i się zagęszcza. Aż dochodzi do czegoś niemal free-jazzowego.
Jeśli obawiacie się, tak jak Kuba, że to jakiś "dron-metal, cośtam z O'Malley'em" to uspokajam, że to inna para kaloszy. Rozpoznawalna gitara pojawia się może w dwóch momentach, perkusiści ustawiają całość w odmiennym świetle, a są jeszcze klawisze. Okej, ostatni utwór jest dronowaty, to w sumie najsłabszy fragment albumu. Nie żebym potrzebował wyraźnej kropki nad i, ale to rozwiązanie było zbyt łatwe (zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że potrafili tak ciekawie rozwiązać sprawę, jak na Deep In Ocean Sunk The Lamp Of Light).
Faking Gold and Murder trwa tylko niecałe 36 minut, co i tak czyni ją najdłuższą pozycją w dyskografii projektu (z płyty na płytę przyrost masy wynosi mniej więcej minutę). Jeśli u was, tak jak tutaj, jest dziś pochmurnie i mgliście, o zaczyna padać, to jest to dobra aura na słuchanie tej płyty (bo czarnej mszy to się przy niej odprawiać nie da), którą można ściągnąć np. stąd. (A jeśli ktoś się brzydzi tym procederem i chciałby jedynie "zaznajomić się z zawartością", a potem zakupić pięknie wydany oryginał, to ma sample na stronie wydawcy.)
3/07/2009
Trzeci Æthenor
3/03/2009
Glitch bitch, fonky wonky
To się powoli staje regułą, że gdy prowadzę Audiosferę sam, to puszczam bity. Kiedyś już jedną audycję poświęciłem hip-hopowi, teraz ponownie, ale raczej potraktuję go jako punkt wyjścia, hasło wywoławcze. Spróbuję przekazać, co dobrego usłyszałem ostatnio z obszaru glitch hopu (przy okazji polecam forum), czyli będzie Bassnectar, Heyoka, An-ten-nae. Ugryziemy też niezidentyfikowany obiekt o kryptonimie wonky, czyli będzie Joker, Rustie. Oprócz tego pewnie też Samiyam, Kid Cudi, Akira Kiteshi, Sibot & Spoek. Dobrego odbioru życzę.
Jeszcze jedno ogłoszenie: w piątek w Bookareszcie będzie spotkanie wokół nowej książki Bianki Rolando (przypuszczalnie z nią?). Czytałem fragmenty w Lampie i mi się podobało.
Polecam też waszej uwadze ten koncert, o którym więcej wkrótce.
2/26/2009
Słucham tyle fajnej muzyki i nie wiem, co z nią zrobić
Ha ha, internet jest dziwny, wiecie? Pewnie wiecie...w każdym razie, we wtorek miałem dziwny przelot po internecie.
Na dubstepforum.pl kliknąłem na czyiś link w podpisie, bo czemu by nie, w przeszłości klikanie na linki z tego forum zaowocowało odkryciem Sculpture'a i Doktora Kranka, więc dobrze.
Przesuwam się przez tego bloga i dojeżdżam do miksu, aha: Starkey, Rusko, Sinden, Drop The Lime - no dobrze. Słucham i jestem zachwycony (nieadekwatne słowo), zaczynam sobie googlować tych, których nie znam: Boy 8-Bit i Detboi'a. Ten drugi to nowa zajawka, ponieważ jestem wybredny i wolę mieć kawałki na dysku, to nie wystarczy mi myspace, ale znajduję to i to. A potem jeszcze to i nawet ja, który się nie znam, *wiem* że to coś mocnego.
Aha, w międzyczasie szukam też czegoś o kuduro i kwaito i wszystko zaczyna się mieszać. Pewnie tą drogą trafiam (znów) na bloga Mentalcuta i na DJa Vamanosa. I jeszcze tutaj, gdzieś tam wspomniany jest Niepsuj, którego kiedyś znałem (głównie internetowo), no nic, takie powroty przeszłości zawsze mnie wprawiają w nastrój...hmm...niekoniecznie refleksyjny, ale jakiegoś takiego myślenia szerszą perspektywą, z oddali. No więc co - nic.
Tam też chyba pada hasło bloghouse, googlowanie przynosi jeden artykuł w kulturaonline (i nadzieję na więcej gdzieś w pobliżu tej tematyki, ale nie-ee), ale przede wszystkim ten wpis. I to jest odkrycie wieczoru, na razie czytałem tylko kilka wpisów, ale i tak - nie pamiętam, kiedy ostatnio śmiałem się na głos podczas czytania bloga. Sprawdźcie meaningfulcore, który ładnie się zgrywa z moim upodobaniem do "core-owania" wszystkiego ostatnio.
Ano, wniosek dotyczący reala: w Polsce dzieją się ciekawe rzeczy, o których nie mam pojęcia, bo nie patrzę w odpowiednią stronę. Np. Bok Bok grał w Krakowie (bo Detobi w Mięsnej chyba jednak nie?). Postanowienie noworoczne: patrzeć w różne strony. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
A tymczasem, wiadomość z ostatniej chwili: w sobotę 28ego w Zdunach będzie miał (miejmy nadzieję) miejsce pierwszy publiczny występ DJ 2 Lewe Ręce, nie ma co się sugerować programem, bo ma on wyraźnie charakter dezinformacyjny. Np. nie ma w nim Mnody która gra również w sobotę, ani MC Pom Pom, po której didżejuję ja. No ale, jeśli ktoś chciałby się wybrać, to powinien się spodziewać (z moje strony) gorących klimatów ghettorave, fuck(half)step i virtualdjcore. Zapewne jakiś Detboi czy Schlachthofbronx zostaną wkomponowani w miks.
2/24/2009
Wave twisters, wave makers
Ach, te moje hiphopowe "korzenie", sięgnąłem po mikstejpy, żeby powybierać coś do audycji...DJ Twister, DJ Decks, DJ JanMario , ho ho, trochę tego słuchałem, przypomniałem sobie, jak byłem zmartwiony, gdy zgubiłem (komuś nieopacznie pożyczyłem?) pierwszą taśmę DJ Niewidzialna Ręka.
No właśnie - powinienem pisać o ważnych rzeczach, np. jak ostatnio słuchałem Świateł miasta i byłem poruszony (spoko, obeszło się bez łez). Jeśli kiedyś miałem szansę zrozumieć "chłopaczynę, który dorósł w blokach", to tylko na tym albumie. Nie podpisałbym się pod wszystkimi tekstami, ale myślę, że niektóre miały na mnie jakiś wpływ, może raczej nieświadomie, ale dużo kiedyś tej płyty słuchałem i wchłonąłem słowa dogłębnie.
No i oczywiście muzyka Noona (którego ostatnio dopiero poznane Pewne sekwencje mnie zawiodły), nadal brzmi świetnie. Pomyślałem o tych wszystkich dźwiękach otoczenia (np. dzieci na sali gimnastycznej), wiatru, Dni wiatru Ścianki wyszły w następnym roku, hm hm.
Poza tym: It's After Dark Religious Knives chyba bardzo mi się podoba, bo w ostatnim tygodniu słuchałem trzy razy, co mi się rzadko zdarza. Pierwszy utwór jest podobno bardzo w stylu Dead C, nie wiem, dopiero muszę zacząć znajomość z tymi panami, w drugim jest wspaniały quasi-dubowy klawisz, no i perkusja jest genialna. Klawisz, nieco cieplejszy, bardziej barowy, jest osią trzeciego. W czwartym, ku mojemu zdziwieniu, podoba mi się brzmienie gitary, piątka jest przymilnie lo-fi i rozleniwia przygotowując na szóstkę (ach ta perkusja!) i finał, który jest najbardziej amorficzny, bo poprzednie to jednak (mniej lub bardziej) "piosenki" (te zawoalowane wokale).
Do posłuchania skłonił mnie fragment z tej recenzji: "music to sit awkwardly in-between you and that nerdy girl in the over-washed X-Ray Spex tee shirt as you sip on a cheap bourbon and give out wry, uncaring smiles, music to accompany you as you wander alone back from the show wondering silently whether she even gave a fuck." Nie, nie liczyłem, że będzie on *prawdziwy*, ale czasem lubię taki sposób pisania.
Właśnie, pisanie: nie zanosi na to, żeby moja recenzja La Casy/Guionneta objawiła się na nowejmuzyce, więc wrzuciłem ją tutaj .
The Wire z okazji 300ego numeru rzuca do sieci wiele artykułów, np. cykl Simona Reynoldsa o hardcore continuum. Z tego, co się orientuję w modzie jest raczej ostro zjeżdżać jego teorie, ale żeby to robić, trzeba najpierw przeczytać.
Właśnie, czytać: ostatnio powróciłem do zostawionej w połowie biografii Cardew. Lubię takie momenty zbiegania się różnych *porządków*, bo czytałem, jak Cardew będąc w Berlinie brał udział w akcji protestacyjnej przeciwko otwarciu Künstlerhaus Bethanien, które miało powstać (i powstało) po zamknięciu szpitala. Jest cytat z Cardew, który opisuje jak do tego doszło. A KB istnieje obecnie, tam właśnie miał miejsce program dzienny club transmediale.
O książce pisze Dan Warburton, zgadzam się z nim, że niektóre kwestie mogły być pogłębione. Ja czytając, że Cardew powiedział, że na egzaminie wstępnym do Royal Academy chciałby zagrać Schönberga, zastanawiałem się, skąd mu się ten kompozytor wziął, jak na niego trafił. Warburton zwraca uwagę, że wpływ Stockhausena na Cardew też mógłby być lepiej wyjaśniony. (Co oczywiście nie zmienia faktu, że książka jako całość jest "magnificent" i "essential").
Warburton, jak zwykle w swoim Paris Transatlantic, pisze sporo recenzji. Już kiedyś odniosłem wrażenie, że nie zawsze ma zbyt wiele do powiedzenia o muzyce, czasem tyle samo miejsca poświęca tytułom, tłumaczeniom, gierkom słownym, co opisowi zawartości płyty. Ale motyw z tego numeru i jego nadużywanie jest wnerwiający, w co którejś recenzji powraca, że tej płyty nie można słuchać z sąsiadami, rodziną, w pobliżu innych ludzi, bo się wkurzą, uznają cię za wariata itd. Ha, jasne - mam to, co mnie interesuje, czyli rzeczywista sytuacja słuchania muzyki, ale goooosh, podane w ten sposób, jakby *dziwna* muzyka była jednym z gorszych zboczeń a słuchanie jej niemal trądem. W dodatku jako żart ubarwiający teksty, za drugim razem już nieco nuży.
A recenzja Vomira (sam koniec strony), to jest jakieś kuriozum, a co najśmieszniejsze na jednym forum artysta dziękował za nią. Czasem tak się zastanawiam, jak to powinno być, gdy dany magazyn (stacja radiowa/telewizyjna, portal, etc), jest tak fajny/ważny/znaczący, że liczy się sam fakt wzmianki o, a nie to, co piszą. Tzn. - nie wiem, jak powinno być...
2/23/2009
Radcore (polyfolk dancer)
Powyższe zdjęcie pochodzi z flickera Roberta Henke, na który nakierował mnie Maciej (of (ex)64 fame). Jestem dopiero w jednej trzeciej (z 99 stron), jest wiele bardzo ładnych.
Z frontu ogłoszeń: najbliższa Audiosfera o kasetach, trochę USA (Burning Star Core/Prurient, Kevin Drumm), nieco Australii (np. Animal Mechanical, Flying Phallas - chyba rarytasowe rzeczy) i Finlandii (Tomutonttui), zapewne coś jeszcze (mixtape DJ Twistera? Pancerne Rowery?).
12 marca w Głośnej Samotności będzie grał Emiter, przed koncertem spotkanie/rozmowa, które/ą poprowadzę ja.
25 marca w tym samym miejscu wystąpi Kurort (Paweł Bukowski, Patryk Lichota, Piotr Tkacz).
Z frontu piractwa: szukając informacji o Omake & Johnson trafiłem tutaj, gdzie można ciut przeczytać i ściągnąć album (założę się, że już dawno oop, więc nie miejcie skrupułów). Polecam, jak również Breizhiselad Erica Cordiera - trochę długie, ale można się wciągnąć. (+ wywiad)
Więcej muzyki: Kode 9 puszcza przedpremierowe rzeczy z Hyperdub. Jedyne momenty prawdziwej ekscytacji to Mark Pritchard i "Black Sun" szefa. Dość ciekawe gadanie między utworami, skończył (w końcu) swoją książkę o sonic warfare, można się też dowiedzieć, jaki jest jego ulubiony sport.
No to jeszcze jedno od RH
(nie no, słabo to wygląda takie małe, kliknijcie sobie powiększenie)
2/21/2009
Pure / Dekam "Reqoil Displaced Peaceoff" (dOc recordings, 2003)
Jeden z berlińskich zakupów: dvd Pure'a (muzyka) i Johnny'ego Dekama (wideo) stworzone podczas miesięcznego rezydowania w Ecoel des Beaux Arts w Rennes w 2003 roku. Trzy odsłony: 15, 10 i 9 minut. Dokładniej o zawartości będę chciał pisać, jak się lepiej zapoznam, więc na teraz posłużę się wyświechtanym: fani Pure'a nie będą zawiedzeni (a może ich mile zaskoczy odwołanie w ostatnim utworze do jego bitowych korzeni) i dorzucę stopklatki na zachętę.
Reqoil
Displaced
Peaceoff


























