Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ernst karel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ernst karel. Pokaż wszystkie posty

3/27/2013

Ukazał się pierwszy numer magazynu surround, w którym m.in. artykuły o Wandelweiser, Kevinie Drummie, Vanessie Rossetto, Grahamie Lambkinie, AEU (nowym sublabelu Erstwhile, koniecznie sprawdźcie album Guthrie/Kamerman) i mój wywiad z Ralfem Wehowsky'm.

Dziś premierę ma When Snakeboy is Dying Roberta Piotrowicza. Znam ten materiał od dawna, słuchałem go wiele razy, ale nadal robi on na mnie olbrzymie wrażenie. I w końcu może być tak, jak to miało być, że można czytać ten wywiad słuchając muzyki, o której mowa.

Podcasty: oczywiście polecam każdą odsłonę densinghour, ale w tym tygodniu polecam szczególnie, bo Anthony zrobił coś świetnego. Steve Summers i Bookworms dla Concepto Radio, a do tego można poczytać tę rozmowę. Blowing Up The Workshop też nie próżnuje: Lussuria oraz L'estasi Dell'oro.

Kiedy czytałem pierwszy raz o filmie Leviathan, nie wiedziałem, że w jego tworzeniu brał udział Ernst Karel (kiedyś udzielający się w duecie EKG, którego jedną płytę nawet tu recenzowałem. Uświadomił mi to dopiero ciekawy wywiad z nim, w którym mowa o jego pracy w Sensory Ethnography Lab na Harvardzie i o dźwięku w filmie:

I was really surprised when people writing about Sweetgrass would comment on the sound as being somehow remarkable. To me, it was as straightforward a way of dealing with sound as I could imagine. We weren't doing anything tricky. There are no effects. A lot of it is sync sound, but I think it is something like what you just said, where the sound is allowed to intrude upon what's going on more than might otherwise be the case. For a lot of documentaries, the sound is reined in. It's especially exaggerated when you have a voiceover. Whenever that voice comes in, the sound mysteriously vanishes or gets shifted way down. Sound becomes an optional component of the image when it can suddenly come down for no reason other than someone wants to talk over it.

5/10/2009

EKG - Electricals (Another Timbre, 2009)

Patrząc na katalog Another Timbre łatwo dostrzec, że wytwórnia skupia się na projektach z udziałem muzyków brytyjskich, choć nie jest to żelazną regułą, bo artyści z Kontynentu też są obecni. Dopiero szesnaste wydawnictwo AT oferuje wyprawę za Ocean, prezentując amerykański duet: Ernst Karel i Kyle Bruckmann.
Ta dwójka klasycznie wykształconych instrumentalistów (Karel - trąbka, Bruckmann - obój) poznała się pod koniec lat '90 w Chicago, gdzie uczestniczyli w różnych projektach związanych z muzyką improwizowaną, współpracowali m.in. z Olivią Block, Gene'em Colemanem.

Na piątym albumie projektu większy niż instrumenty wpływ na brzmienie materiału ma analogowa elektronika (co tytuł jeszcze podkreśla), trąbka prawie w ogóle nie jest obecna, ale zdarzają się momenty, gdzie dźwięki akustyczne da się rozpoznać (Bruckman gra tutaj też na innym rzadko spotykanym okazie - rożku angielskim). Jest tak np. w końcówce 13-minutowego (najdłuższego na tym albumie, trwającym ponad trzy kwadranse) "Drift", który przywodzi na myśl pierwsze wydawnictwo Another Timbre - Tempestuous tria The Contect of Pleasures. W podobny sposób, choć mniej agresywnie, dźwięki EKG powoli opadają lub wznoszą się, rysując delikatnie krzywizny. Ta metoda jest przeniesiona na kształtowanie elektronicznej materii (a instrumenty nie służą kontrapunktowaniu, raczej budowaniu osłon lub przesłon zmieniających jej obraz), która faluje w ostrożnych modulacjach, zmianach częstotliwości. Duet często operuje dźwiękami o dużej powierzchni, ale nie tyle rozlewa dźwiękowe plamy, co z precyzją wycina z nich wstęgi. Nie zapomina o odpowiednim ich rozłożeniu - pod nimi skradają się ziarniste, lekko chropowate drobiny, nieraz przebijające się wyżej i wywołujące zaburzające wypustki. Ernst Karel przywołuje muzykę elektroniczną lat '50-'60 jako inspirację i to faktycznie słychać: początek "Current" ma takie mechaniczno-brumiące, lo-fi brzmienie, później pojawiają się efekty w stylu dawnych operacji "muzyki na taśmę" - brudne echo przekształcające pojedyncze uderzenie. Zamykający album "Interval" jest może najbliżej dronu, ale im dłużej trwa, tym bardziej kłopotliwy się robi, brudząc i naddzierając czyste z początku połacie dźwiękowych płócien, tak że trudno wylegiwać się na nich w spokoju.

Użycie analogowej elektroniki pozwala myśleć o EKG w kontekście dwóch innych amerykańskich duetów: English i GOD, które też operują takim sprzętem. Jednak EKG w porównaniu z nimi jest o wiele delikatniejsze, nie pozwala sobie na nieokiełznanie i wycieczki w wąwozy hałasu. Może wynikać to też z metod pracy, bo choć Bruckmann i Karel są improwizatorami, to ich wspólne albumy są wynikiem komponowania: edycji, aranżowania, przestawiania materiału nagranego podczas improwizacji. I jedno jest jasne: są w tym bardzo dobrzy, słychać, że utwory są przemyślane, da się wyczuć włożoną w nie pracę. Podobne wrażenie przynosiła poprzednia płyta duetu No sign (pomiędzy nią a Electricals była jeszcze Group z dołączonym do EK G - Giuseppe Ielasi'm), która choć nieco mroczniejsza, zamieszkuje zbliżone rejony. Nie ma mowy o powtórkach, więc w niczym nie ujmuje to wartości najnowszego krążka - jest dobrze, ale może mogłoby być lepiej?

P5105204
Powtórzenie zdjęcia z okładki na drugiej stronie, odwróconego? Okej, ale jeszcze raz w środku, w szarościach? Po co? I ten nadruk na cedeku raczej brzydki.

Wywiad z duetem i z Karelem, bardziej o jego działaniach solo (a zajmuje się instalacjami, nagraniami terenowymi).
Pierwszą płytę (z 2001), inną niż późniejsze rzeczy, można ściągnąć tutaj
Wydane ostatnio przez Another Timbre duety Karel/Bruckmann i Krebs/Davies, prowadzą do innego duetu, który ma wydać Cathnor - Karel/Krebs, no ciekawe, fajnie jak tak płyty (muzycy) się przeplatają. (A Karel ma też jakieś przedsięwzięcie z Alessandro Bosettim, mam nadzieję, że coś z tego kiedyś ujrzy światło dzienne.)